W secesyjnym stylu wkraczam w wiosenną aurę. Po zimie budzę się do życia.
Miniony tydzień był jak zwykle ciężki, pełen pracy, ale dzięki wiosennemu słońcu trochę łatwiej było go przeżyć.
Ostatnio uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem uzależniona od słońca i światła - gdy na dworze jest jasno i złociście - mogę wszystko, natychmiast zapominam o zmartwieniach. Z kolei, gdy na dworze jest ponuro - robię się melancholijna, sentymentalna i łatwiej popadam w choroby.
Ostatnio padłam ofiarą takiego słonecznego wyleczenia :). Mianowicie złapał mnie jakiś wirus, dwa dni męczyłam się bólem gardła i katarem. Gdy tylko przyszły te słoneczne dni - od razu przeszła mi ,,ochota" na chorowanie i - siłą woli, bądź nie - ozdrowiałam.
A w pracowni? Się maluje!
Od jakiegoś czasu brakowało mi kontaktu z farbami, toteż postanowiłam wziąć się za kolejny obrazek sztalugowy. Zmagania przedstawiam poniżej:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz